I Bieg Czas na Wzrok Warszawa 2018 – Paweł Najmowicz o sekundę za zwycięzcą

W sobotę (13 października) w Warszawie odbył się I Bieg czas na Wzrok. Organizatorem była Grupa Essilor – lider w produkcji rozwiązań korygujących wzrok i chroniących oczy 7,4 mld ludzi na świecie, a imprezę przeprowadzono przy okazji obchodów Światowego Dnia Wzroku. Bieg miał charakter otwarty, klasyfikowano oddzielnie uczestników związanych z profesja, ale wiele było gwiazd i celebrytów.

(Po) weekendowe radości i smutki - Szanse pod siatką, happy end w baskecie

Fot. Kacper Kirklewski/photography (ilustracja)

Rozpoczynamy nowy cykl, cotygodniowych komentarzy z minionych wydarzeń. W klasycznym dziennikarstwie informacja jest zazwyczaj prezentacją suchych faktów, gdzie Czytelnik sam wysnuwa wnioski, ale wama-sport.pl chce też odnieść do tych zjawisk, zaprezentować swój punkt widzenia. Może czasami kontrowersyjny, ale warto popatrzeć na sport z różnych stron.

AZS Olsztyn był i do tej pory jest bliski sercom kibiców ze stolicy Warmii i Mazur, choć siatkówka przeszła rewolucyjne przeobrażenia. Tamten zespół sprzed lat wspominam z sentymentem, nie tylko dlatego, że seryjnie stawał na podium Mistrzostw Polski, miał w składzie medalistów olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Przede wszystkim był to AZS, który kształtował się na naszych oczach, gdzie zdolni, ale jeszcze nieopierzeni studenci nabierali siatkarskiej klasy. I choć wielu z nich przyjeżdżało z różnych stron Polski, zostawali po latach olsztyniakami z krwi i kości, tu układali sobie życie, zakładali rodziny, wielu z nich mieszka na Warmii i Mazurach do dziś. Współczesny Indykpol AZS też ma wiernych kibiców, do których należę i ja, ale to już nie to samo. Niemniej z wielka radością przyjąłem awans akademików do czołowej szóstki PLUS Ligi, bo wreszcie zaczną grac o coś konkretnego, a nie bujać się w środku tabeli. Czy są szansę na medal w tym sezonie? Oczywiście pod warunkiem, że, że nie przyjdzie samozadowolenie i przekonanie, że my już swoje zrobiliśmy i nikt nas nie skrytykuje za dotychczasowy wynik. AZS gra dobrze, ale w meczach, które się zbliżają najważniejsza będzie determinacja i wiara, że nas stać by walczyć o najwyższe cele. Nie ma już wielkiej czwórki, która w pewnym momencie o lata świetlne odskoczyła od pozostałych. Liga się spolaryzowała i choć Zaksa oraz Skra nadal mają największe możliwości nie są to teamy bez skazy. Tym bardziej Resovia, która będzie najbliższym rywalem o awans do „czwórki” Rzeszowianie, tak jak kiedyś AZS za czasów sponsoringu przez PZU, pogubili się w tzw. kłopocie bogactwa. Mając grube miliony w budżecie, kupowali na potęgę, czy był im ktoś potrzebny czy nie. Czasami odnosiło się wrażenie, że te manewry mają na celu bardziej osłabienie innych niż wzmocnienie siebie. Jak zwał tak zwał, ale nie ulega wątpliwości, że ogromnego potencjału do końca nie wykorzystano, a gdy teraz zespół dopadły kontuzje, Resovia z trudem znalazła się w szóstce i stanie na przeciw AZS. Czterdzieści lat z hakiem obie ekipy walczyły między sobą o mistrzostwo, inni się tylko przeglądali, bo nie mieli szans. Olsztynianie znów stali się ważnym graczem w PLUS LIDZE i oby tego nie zmarnowali.

Autorytet AZS Olsztyn to przede wszystkim piękna historia pisana nie tylko wspaniałymi wynikami seniorów, ale także całych zastępów grup młodzieżowych. Ale ówczesny klub z Kortowa stanowił układ naczyń połączonych, gdzie każdy element miał swoje znaczenie. I choć sport się zmienił, a zawodników wysokiej klasy podobno bardziej opłaca się kupować niż wychowywać, nie ulega wątpliwości, że na wizerunek składają się też efekty pracy z młodzieżą. A z tym w Olsztynie (AZS powinien być za to najbardziej odpowiedzialny) jest tragicznie. Odłożyliśmy marzenia o medalach Mistrzostw Polski, bo to stało się utopią, ale jest niewytłumaczalne , że w mieście prawie 200-tysięcznym o takich tradycjach i potencjale szkoleniowym nie ma nas na liście startowej Mistrzostw Polski młodzików, bo w lidze wojewódzkiej wyprzedziły stolicę Warmii i Mazur: Szczytno, Ostróda i Elbląg (z całym szacunkiem, a nawet podziwem), którym kibicowaliśmy szczerze, ale przecież ich możliwości nie sięgają wyżej niż ćwierćfinałów. To duża szczerba na pomnikowej prawie historii AZS-u. Czy przy tak dobrym sezonie Indykpolu AZS nie warto zastanowić się nad tym problemem? Opracować jakiś sensowny program, który może nie od razu, ale w przyszłości przyniesie efekty.

Skoro o siatkówce mowa warto zatrzymać się przy paniach. Wprawdzie od wielu lat mamy w Elblągu II ligę, ale mimo całej sympatii, nie widać w tej drużynie, przynajmniej w tej chwili, potencjału. To raczej ratowanie tej dyscypliny w mieście na różne sposoby, za co zdeterminowanym działaczom należą się słowa uznania, ale z punktu widzenia kibica nie widać tu większych perspektyw. Natomiast w Olsztynie powstała bardzo interesująca drużyna jeszcze kadecko – juniorska , ale z widokami na porządny zespół ligowy. Od czasów Warmii, która przed laty miała wielu sympatyków, właśnie w Chemiku Olsztyn można upatrywać nawiązania do dobrych tradycji. Dużym sukcesem tego zespołu był awans do finałowego turnieju Mistrzostw Polski, gdzie olsztynianki, mimo zajęcia ósmego miejsca, zaprezentowały się doskonale. Trenują razem od niedawna, a już stawiły czoła ekipom ukształtowanym, pracującym w idealnych warunkach, gdzie można połączyć sport z edukacją. Jeśli w Olsztynie stworzy się takie możliwości, a na to się podobno zanosi, możemy niebawem doczekać się nawet I ligi. I nie są to słowa bez pokrycia. Oglądałem transmisję z finałów w Dębicy, to już była naprawdę niezła siatkówka, ale jeszcze ważniejsza determinacja dziewczyn i ich trenera Macieja Dobrowolskiego, którego siatkarskiej wiedzy nie trzeba rekomendować. A jeśli do tego dochodzą: ambicja, zapał i wyznaczanie sobie wysokich celów – to obecność takiej postaci w sportowym życiu miasta jest prawdziwym skarbem. Właśnie takim zespołom trzeba stworzyć szansę, bo to jest prawdziwy sport, który stał się pasją zawodniczek i może niebawem przynieść wiele radości kibicom.

Żeby złamać monopol siatkówki w tym tekście kilka słów o koszykówce. Koszykarki KKS Olsztyn utrzymały się w I lidze i tylko osoby mało zorientowane mogłyby przejść nad tym z obojętnością. Godna podziwu jest determinacja Państwa Sztąberskich i zawodniczek w walce o dalszą obecność na zapleczu ekstraklasy. KKS pracuje w dawnym stylu, gdzie klub jest wielką rodziną od żaczek do seniorek, gdzie sport bardzo ściśle zintegrowany jest z wychowaniem, przede wszystkim dyscypliną. Tu przywiązanie do barw klubowych ma szczególny charakter, choć nie da się ukryć, że czas i sportowe otoczenie nie są sprzymierzeńcami olsztyńskiego stylu pracy. Montowanie zespołów na konkretny sezon, przy wielokrotnie większych budżetach niż tu, stawia KKS na straconej pozycji. Każdy sobie zadaje pytanie. Kiedy liderki drużyny złamią się i przyjmą oferty z innych miast, gdzie sekcje basketu opływają w dostatki. Czy jeszcze raz wygra miłość do swojego klubu, czy zwycięży finansowa pokusa? Mamy nadzieję, że KKS zagra w swoim składzie z minionego sezonu, który zakończył się szczęśliwie. Tym bardziej, że do poziomu najlepszych powoli dostrajają się juniorki i kadetki. Tu warto wspomnieć przede wszystkim o Marcie Sztąberskiej reprezentantce Polski, która w rozgrywkach młodzieżowych na Pomorzu zanotowała niebywałe statystki (ponad 40 punktów na mecz) i z pewnością niebawem będzie mocnym punktem ligowej ekipy.

Wiele ciepłych słów po zakończeniu II ligi należy się męskiemu zespołowi Stomilu, który mimo fatalnego początku zdołał zachować egzystencję i to w sposób nie podlegający dyskusji. W trakcie rozgrywek drużyna przeszła prawdziwe przeobrażenia, z chłopców do bicia, stał się postrachem faworytów. Dalsza gra Stomilu na tym poziomie jest więc korzystna nie tylko z punktu widzenia olsztyńskiego kibica. To zespół, który wiele wniósł nowego do rozgrywek i w następnym sezonie, miejmy nadzieję, będzie już pełnoprawnym uczestnikiem w konkretnymi ambicjami. Co leżało u podstaw takiej metamorfozy zespołu? Pomijając czysto szkoleniowe aspekty i udany transfer Chorwata Ante Markoca kluczową sprawą stał się udział w meczach prawie całej kadry . To już nie była piątka, która grała przez 40 minut lecz drużyna z prawdziwego zdarzenia. To prawda, że niektórzy jeszcze odstawali od liderów, ale mieli już swój udział, przekonali się, że warto pracować na treningach, bo wejdą na boisko, a nie przesiedzą całego spotkania na ławie. Współczesny sport, nawet na poziomie II ligi, wymaga maksymalnego wysiłku, zmiany są konieczne, nie tylko ze względu na taktyczne rozwiązania, ale po prostu nie wytrzyma się szaleńczego tempa grając bez przerwy cztery kwarty. Młodzi dostali szansę i dzięki temu m.in. UKS Trójeczka awansowała do ćwierćfinałów Mistrzostw Polski U20. Ktoś powie, że to niewiele. Dla nas to milowy krok, bo jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS

The Best United Kingdom Bookmaker Ladbrokes Promo Code website review

Publicystyka

Podejmij współpracę z portalem wama-sport, wspieraj nasze idee i buduj sportową przyszłość Warmii i Mazur!

Wspierają nas

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn