WAMA-SPORT Historia – Piotr Prusik wspomina maraton w Nowym Jorku, Komendant dotrzymał słowa

Fot. słupsk nasze miasto (ilustracja)
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Po dobrym występie w mistrzostwach Polski w maratonie w Dębnie, Komendant Wojewódzki Policji zaprosił nas do siebie i oprócz okolicznościowych wyróżnień obiecał im coś ekstra. Po chwili namysłu zaproponował, że wyśle nas na maraton do Nowego Jorku. Najpierw uznaliśmy to za żart, ale gdy po pewnym czasie ponowił temat i powiedział, że czyni starania, abyśmy ruszyli za Atlantyk, przygotowania zaczęły się na dobre.

Tak rozpoczął swa opowieść Piotr Prusik, w przeszłości długodystansowiec OPKS Gwardia, obecnie pracownik policji i biegacz amator. Wraz z Tomaszem Łazarewiczem i Jackiem Misiewiczem uczestniczy regularnie w imprezach krajowych i zagranicznych pod egidą Komendy Wojewódzkiej Policji. Wspomniana trójka umiejętnie godzi prace zawodową z pasja biegania, co wszystkim wychodzi na dobre. Sportowcy nadal zaspokajają swe pragnienia, a policja ma swoich godnych reprezentantów.

Wypad za ocean to eskapada skomplikowana pod każdym względem. Komendant zebrał obiecane fundusze, ale trzeba było szukać dodatkowych sponsorów. Biegaczom przyszedł w sukurs olsztyński oddział PZU, który uzupełnił potrzebną kwotę i można było bez stresu szlifować formę na Nowy Jork.

– Tamtejszy maraton to jedna z największych lekkoatletycznych imprez masowych – mówi Piotr Prusik. Trzeba nie lada starań by znaleźć się na liście startowej, bowiem sława maratonu ściąga biegaczy z całego świata. W tym roku zgłosiło się ponad 70 tysięcy kandydatów, z których organizatorzy zakwalifikowali 34 tysiące. Dwie trzecie z nich to Amerykanie, resztę miejsc przyznano zawodnikom zagranicznym, jak zdążyłem się zorientować, byli to reprezentanci ponad stu krajów. Oprócz naszej trójki do Nowego Jorku wybrali się jeszcze dwaj przedstawiciele Warmii i Mazur, biegacz z Elbląga również reprezentujący Wojewódzką Komendę Policji i znany wózkarz z Ornety Bogdan Król, który zresztą spisał się znakomicie wygrywając jedną z konkurencji maratonu dla niepełnosprawnych.

Ja uczestnicząc w klasyfikacji open zająłem 33 miejsce z czasem 2 godz. 28 minut. Planowałem pobiec dwie, trzy minuty szybciej, ale warunki jakie zastaliśmy w Nowym Jorku nie były sprzyjające. Trudno było się od razu zaaklimatyzować, tym bardziej, że oprócz różnicy czasu zaskoczyła nas wysoka temperatura – 26 stopni, na co organizm nie był przygotowany. Trasa też nie należała do najłatwiejszych. Sporo podbiegów stwarzało niebezpieczeństwo kryzysów i tak w istocie było. Mnie i kolegów zatkało nie raz, ale wszyscy osiągnęliśmy metę. W tej sytuacji 33 miejsce uznaje za zupełnie przyzwoite, choć sam wynik schodził tu na drugi plan. Oczywiście chciałem być jak najwyżej, ale chodziło mi przede wszystkim o przeżycie sportowej przygody, jaka zdarza się raz w życiu i pod tym względem na pewno się nie zawiodłem.

Maraton w Nowym Jorku nie jest imprezą dla wybitnych biegaczy. Oni wybierają inne miejsca na przykład Chicago i tam szykują się na rekordy i lukratywne nagrody. Ale organizatorzy każdego biegu dbają o wizerunek swego przedsięwzięcia i zawsze zapraszają kogoś z czołówki, głównie dlatego, by pozostali uczestnicy mieli jakiś punkt odniesienia, czuli, że jest to impreza wielkiego kalibru.

– Myślę jednak, że najważniejsza jest w tym wszystkim otoczka, gigantyzm tych zawodów, które są świętem dla biegaczy i samych nowojorczyków, którzy stanowią nieodłączny element całego widowiska. Trasa liczy 42 km i kilkaset metrów. Na tym długim przecież odcinku nie ma miejsca by nie było szpaleru widzów dopingujących wszystkich startujących. Docenia się wysiłek każdego, szczególnie tych, którym „połykanie” kilometrów trasy przychodzi trudniej niż innym. Nigdy z czymś takim się nie spotkałem, jest to swoiste przeżycie, które wydobywa z uczestnika nadzwyczajne siły. Po biegu koledzy przyznali się, że wysiłek był tak duży, że w pewnym momencie chcieli zejść z trasy, ale nie pozwoliła na to publiczność. Byłoby nam po prostu wstyd i wobec tych ludzi, a także sponsorów, którzy nam zaufali i w nas wierzyli.

Podczas takiego biegu przychodzą różne myśli, ale po osiągnięciu mety dominuje radość, satysfakcja, że warto było. Po chwili oddechu planuje się kolejne starty, bo od takiego biegania jakie uprawiamy nie da się uciec.

Dlatego po powrocie na spotkaniu z Komendantem Policji nie tylko dzieliliśmy się swoimi refleksjami i przeżyciami, sporo mówiliśmy o przyszłości, naszych następnych sportowych przedsięwzięciach. W 2005 roku czekają nas w Ankarze Mistrzostwa Europy Policji. Tam tez chcemy startować, a przede wszystkim nie zawieść tych, którzy w nas wierzą i nam pomagają.

Marek Dabkus

Tekst ukazał się a papierowym wydaniu WAMS SPORT (grudzień 2003 r.)

biegi dłuodystansowe Olsztyn sport powszechny

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wspierają nas

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

0
Chcielibyśmy poznać Twoją opinię! Skomentuj artykuł!x
()
x