WAMA-SPORT Historia – Seroczyński i Mendelski w elicie, oni w Sewilli, a my nad Krzywym

Fot. aktywni na wodzie (ilustracja)

Na jeziorze Krzywym odbywały się mistrzostwa Polski w maratonie, natomiast z dalekiej Sewilli o medale mistrzostw świata rywalizowali zawodnicy OKS-u: Adam Seroczyński i Tomasz Mendelski. To był prawdziwy kajakowy weekend. Prezes olsztyńskiego klubu Janusz Milewski  miał rozdarte serce. Na przystani trzeba było przyjąć trzystu uczestników, w tym wielu oficjeli, a myśli błądziły po dalekiej Hiszpanii, bo przecież wszyscy czekaliśmy na medalowe wieści.

Dobrze, że finał na 1000 metrów jedynek rozegrano w sobotę rano przed otwarciem olsztyńskich mistrzostw. Brązowy medal Adama wywołał wśród maratończyków taka euforię, że ich rywalizacja przebiegała bez najmniejszych zakłóceń, bo każdy z uczestników chciał mieć „swoje” podium. Medal, choć brązowy, ma wymowę, ale gdy patrzyło się na wyścig z udziałem „Serka” ogarniało uczucie niedosytu, że Polak stanął na najniższym stopniu podium. Wystartował rewelacyjnie. Przez trzy czwarte dystansu był niekwestionowanym liderem, dyktował warunki i uzyskiwał rewelacyjne międzyczasy. Nie doceniliśmy starych wytrawnych solistów, którzy obrali inna taktykę. Na ostatniej setce włączyli piąty bieg i dwóch z nich znalazło się na celowniku przed Adamem. Było żal, ale po ochłonięciu znów przyszła radość i można było realnie ocenić rezultat. Przecież olsztynianin został trzecim zawodnikiem świata w królewskiej konkurencji.

Na nabrzeżu była okazja do pierwszych komentarzy i ocen. Kazimierz Nikin obecnie pracuje w Sokole Ostróda, ale działając jeszcze w Olsztynie, był jednym z pierwszych wychowawców Seroczyńskiego. Nie mógł przeżyć, że Adam przypłynął trzeci. Powinien wygrać – powtarzał. Na dystansie płynął jak prawdziwy mistrz, dał się ograć w końcówce. Mówił to w zapale i za chwile się zreflektował. Szkoda, że „Serek” zdecydował się na jedynkę tak późno. Od początku był do tego stworzony, gdyby miał choć połowę tego doświadczenia co rywale zostawiłby ich daleko w tyle. Ale co się odwlecze… Do Igrzysk w Atenach jeszcze dwa lata. W Sewilli Seroczyński dał sygnał swoim trenerom i przeciwnikom, że w najbliższych latach będzie głównym kandydatem do podium. Znając jego podejście do sportu i życia złoto jest prawie w zasięgu ręki.

Podobne zdanie mieli inni szkoleniowcy. Aktualny trener klubowy Leszek Konarzewski widuje Adama na naszej przystani od święta. Medalista z Sewilli większość dni w roku spędza na zgrupowaniach kadry. Ale nawet podczas tych krótkich spotkań w Olsztynie jest okazja do wymiany doświadczeń.

„Serek” był w formie, to było widać przed wyjazdem – mówi trener. Swoje zrobiły dobre występy w Pucharze Świata i przede wszystkim srebrny medal Mistrzostw Europy w Szeged. Na Węgrzech podobnie jak w Hiszpanii mogło być złoto, ale jedynka to konkurencja specyficzna, z wieloma pułapkami, gdzie rutyna jest skarbem bezcennym, o czym zresztą Adam się dobitnie przekonał. Tegoroczne sukcesy dodadzą mu pewności w tym co robi. W Atenach będzie chyba największych pewniakiem do medalu.

Rodzice Adama, którzy nie szczędzą czasu by pomagać w organizacji każdej imprezy w Olsztynie zbierali zasłużone gratulacje.

Pani Eleonora wcale nie była zachwycona, ze przed kilkunastu laty jej syn zdecydował się właśnie na kajakarstwo. Przekonały ja dopiero pierwsze sukcesy, a potem gdy mieszkanie zaczęło wypełniać się sportowymi trofeami zrozumiała, że było to po prostu powołanie. Najważniejsze, że wodniacka pasja nie przeszkadzała w realizacji innych celów życiowych. Trudno pogodzić, sport, naukę i życie rodzinne, ale jak się bardzo chce i znajdzie się wśród bliskich oparcie, wszystko jest możliwe.

Dwa lata temu brązowy medal Adama w Sydney przyjęliśmy z ogromnym entuzjazmem, ale ten z Sewilli cieszy jeszcze bardziej. Może dlatego, ze stworzył nadzieje na jeszcze większe indywidualne sukcesy. To jest nowa jakość odkryta chyba zbyt późno, nie na tyle jednak by nie myśleć o sukcesach w jedynce. Seroczyński zaprezentował się w Sewilli wybornie. Przecież w wyścigu na 500 metrów zajął czwarte miejsce. Tym razem zastosował trochę inna taktykę. Ruszył ze startu spokojnie, chyba zbyt spokojnie i na krótkim dystansie nie zdołał odrobić strat. To jeszcze jeden dowód, że nad taktyką trzeba jeszcze popracować. Ale to przychodzi z czasem.

Tomasz Mendelski również był o krok od podium. W sprinterskim wyścigu na 200 metrów był czwarty, przegrał medal o dwie dziesiąte sekundy. Potwierdził, że w tej specjalności należy do światowej czołówki, wszak przed rokiem w Poznaniu też awansował do finału. Tomek był również szlakowym reprezentacyjnej czwórki, która niestety nie spełniła oczekiwań i nie znalazła się w finałach. Tak się złożyło, ze w ostatniej chwili z osady wypadł podstawowy zawodnik, a zmiana w przededniu imprezy przyniosła opłakane efekty. Akurat w tej konkurencji zgranie ma najistotniejsze znaczenie.

Mimo wszystko dla nas, olsztynian te mistrzostwa przyniosły wiele radości i optymizmu. Mamy znów wielkich kajakarzy, którzy w Atenach mogą stać się filarami reprezentacji narodowej.

Marek Dabkus

(tekst ukazał się w papierowym wydaniu WAMA-SPORT we wrześniu 2002)

!!!

Chcesz wesprzeć portal WAMA-SPORT?

Jeśli chcesz pomóc nam w prowadzeniu portalu, zachęcamy do wsparcia nas na Patronite! Już 3zł miesięcznie jest dla nas znaczącą kwotą!

To zajmie tylko chwilę! Transakcji możesz dokonać przez przelew bankowy, BLIK lub PayPal!

historia Kajakarstwo Olsztyn sport seniorski

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wspierają nas

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

0
Chcielibyśmy poznać Twoją opinię! Skomentuj artykuł!x
()
x