Zdzisław Trojga ripostuje – Nie jestem ani Kargulem, ani Pawlakiem

Swego czasu wyraziliśmy swoje zaniepokojenie słabymi naszym zdaniem wynikami Olsztyńskiej Grypy Kolarskiej, a nawet zasadnością jej funkcjonowania w takim kształcie jak obecnie. Gdy powstawała przed trzema laty składała się przede wszystkim z zawodników rodem z Warmii i Mazur, tymczasem w ostatnio proporcje diametralnie się zmieniły. Jej trzon stanowią kolarze z zewnątrz, także zagraniczni, natomiast naszych jest jak na lekarstwo. Idea, że w tym zespole mają rozwijać swój talent kończący wiek juniora utalentowani adepci z Biskupca, Bartoszyc, Mrągowa i innych sekcji regionu przestaje mieć sens. Ta teza spotkała się z odzewem dyrektora sportowego OKK Zdzisława Trojgi, z którym umówiliśmy się na rozmowę by wysłuchać jego racji.

 

– Najbardziej ubodło mnie stwierdzenie, że przysłowiowa wojna Pawlaka z Kargulem niszczy dyscyplinę w regionie – stwierdził Zdzisław Trojga. Nie jestem ani Pawlakiem, ani Kargulem i nie ja wywoływałem konflikty. Byłem raczej ich ofiarą, bo od Warmińsko-Mazurskiego Związku Kolarskiego nie otrzymywałem nic: ani sprzętu, ani miejsc na zgrupowaniu, ani innej pomocy.To nieprawda, że nie miałem dobrej woli, by dołączyć do olsztyńskiej grupy młodych kolarzy z regionu. Rok temu zarówno Paweł Skrzeszewski jak i Artur Modzelewski wystawili mnie do wiatru. Zarezerwowałem im miejsca, byliśmy po słowie, a oni w ostatniej chwili zmienili plany, Artur mnie nawet o tym nie poinformował, dowiedziałem się o jego nowych zamierzeniach z drugiej ręki. Kto był jego doradcą? Nie powiem, choć się domyślam. Paweł w tym w roku wrócił na stare śmieci, przyjąłem go do drużyny, ale na razie trudno określić jego możliwości.

Moi wychowankowie: Jacek Trojga, Marcin Saczuk i Damian Szramka mają oprócz sportu inne zainteresowania i w tej chwili nie prezentują poziomu, który pozwoliłby im startować w wyścigach najwyższej rangi. Po prostu nie są przygotowani do walki na pełnych obrotach z kolarzami „profi”, których jedynym zadaniem jest trenować i wygrywać.

Mieliśmy jednak dwóch zawodników, z którymi mogliśmy wiązać duże nadzieje: Grzegorza Czetyrko i Radosława Syrojcia, tymczasem częściej widać ich było na trasach MTB i triatlonu.

– Kolarstwo to sport indywidualny i bardzo ciężki, który wymaga wielu poświęceń. Nie wszyscy potrafią poddać się reżimowi, przecież w życiu zdarzają się różne sytuacje. A na trasie nie ma zmiłuj.

Grzegorz miał inne sprawy na głowie, a to odbiło się na formie i wynikach, Radek przestał już być orlikiem, ale przyjąłem go warunkowo do grupy. Przecież był naszym wychowankiem. Niestety nie spełnił oczekiwań i nie chodzi tylko o sport. Nie chce rozwijać wątku, bo to przykra sprawa.

W tej sytuacji trudno realizować zamierzenia sprzed trzech lat. Zakładając Olsztyńska Grupę Kolarską Orlików liczyłem na stały zastrzyk świeżej krwi z regionu, taka była idea, ale jak widać nie wszystkim to pasowało i do tej pory nie pasuje. Nie mam złudzeń. Juniorzy Warmii Biskupiec też nie trafią do mojej grupy – mają swoich doradców. Musiałem sięgnąć po zawodników spoza regionu, którzy zadeklarowali udział w grupie. Kolarze zagraniczni nic nas nie kosztują. Jeżdżą na własnym sprzęcie, a od czasu do czasu nas promują. Zwycięstwo Simasa Kondratasa w Belgii ma swoją wymowę. Promocją też był wyścig w Olsztynie, na doskonałej trasie i w znakomitej obsadzie.

Nasza kondycja finansowa znacznie odbiega od podobnych zespołów krajowych. W tym roku z Urzędu Marszałkowskiego nie otrzymaliśmy ani złotówki: ani na grupę, ani na organizację lipcowego wyścigu w Olsztynie. Czujemy się jak ubodzy krewni. Inni uczestnicy wyścigów mają pełne serwisy, ja muszę się wcielać w role: trenera, kierowcy i mechanika, i nie biorę za to ani grosza.

– A jak Pan ocenia wyniki tegorocznego sezonu?

– Jeśli chodzi o Mistrzostwa Polski na szosie były lepsze niż w dwóch poprzednich latach. W 2012 roku w orlikach było ósme miejsce, rok temu – 25, a dwa lata wstecz – 19. Na torze w tym sezonie mieliśmy pięć lokat w dziesiątce, przed rokiem tylko dwie.

– Mimo wszystko nie są to osiągnięcia powalające z nóg, zwłaszcza, że niewiele tu akcentów kolarzy rodem z Warmii i Mazur

– Trudno o spektakularne sukcesy, gdy w peletonie jest co najmniej 50 zawodowców, którzy mają wszystko: stypendia, opiekę medyczna, mechaników. Dlatego bardzo cieszy nas miejsce nawet w czołowej dwudziestce, bo trudno przeciwstawić się na finiszu świetnie rozprowadzającym się faworytom. I takie akcenty były, tak samo jak próby ataków na trasie, nie zawsze zakończone powodzeniem. Byliśmy widoczni, ale nie wszyscy o tym wiedzą. Powiem szczerze, jestem już zniechęcony, bo daję z siebie wszystko, a dostaję cięgi. To końcówka sezonu. Co będzie dalej? Zobaczymy.

!!!

Chcesz wesprzeć portal WAMA-SPORT?

Jeśli chcesz pomóc nam w prowadzeniu portalu, zachęcamy do wsparcia nas na Patronite! Już 3zł miesięcznie jest dla nas znaczącą kwotą!

To zajmie tylko chwilę! Transakcji możesz dokonać przez przelew bankowy, BLIK lub PayPal!

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wspierają nas

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

0
Chcielibyśmy poznać Twoją opinię! Skomentuj artykuł!x
()
x