To se ne vrati – Te trwanie jest nie do zniesienia

Fot. AZS Olsztyn (archiwum)
Świat sportu zmienił się okrutnie. Gdy rozpoczynałem pracę dziennikarza AZS Olsztyn był na topie w krajowej hierarchii siatkarzy, koszykarki Stomilu rewelacją rozgrywek ekstraklasy, piłkarze tego klubu balansowali wprawdzie między drugą a trzecią ligą, ale ich występami żył cały Olsztyn, a nie tylko fanatyczna grupa kibiców, która dziś idealizuje wizerunek klubu, de facto niewiele w polskim futbolu znaczącego.

Nie było wówczas sportowych spółek akcyjnych, które dziś są firmami zatrudniającymi najemników na czas określony. Krajowa globalizacja zabiła tradycję, w której zgodnie z niepisaną zasadą trzon zespołu seniorskiego stanowili wychowankowie, osoby związane ze środowiskiem, incydentalnie uzupełniane zawodnikami z zewnątrz, Każdy klub wybierał swoją drogę z lepszym lub gorszym efektem. AZS przykładnie pracował z młodzieżą, ściągał do klubu na studia utalentowanych maturzystów, którzy tu mieli szansę zdobyć wykształcenie i grać na najwyższym poziomie. System sprawdzał się przez wiele lat. Co ciekawe najwybitniejsi, jak się okazało w przyszłości siatkarze (Koczan, Pachniewicz, Adamowicz, Peryt, bracia Nalazkowie i wielu innych), najpierw terminowali w drugim zespole, co jest dziś raczej nie do pomyślenia. Tu nabierali ogłady, doświadczenia i czekali aż otrzymają nominację do pierwszej drużyny. Tylko w tej drużynie rezerw pracowało się nie mniej intensywnie jak w ekstraklasie, konkurencja była ogromna, by załapać się przynajmniej na ławkę i być zmiennikiem Iwaniaka, Lubiejewskiego czy Rybaczewskiego. Młodzieżowe zespoły AZS, II-ligowe rezerwy i pierwsza ekipa walcząca o największe zaszczyty stanowiły integralną całość. Szkolenie każdej grupy miało głęboki sens. Powstał system, głęboko zakorzeniony w Kortowie i mieście. Zaszczytem było przywdzianie koszulki z emblematem AZS. Każdy z chłopców rozpoczynających treningi pod okiem tak wytrawnych szkoleniowców jak Mieczysław Doroszuk widział w dalekiej perspektywie występy w pierwszej reprezentacyjnej drużynie, która podbijała siatkarska Polskę i Europę. Świetnie funkcjonujący mechanizm skutecznie walczył z rodzącymi się potentatami finansowymi przemysłów: górniczego i stoczniowego oraz klubami gwardyjskimi i wojskowymi, których możliwości ściągnięcia do siebie zawodników najwyższej klasy były prawie nieograniczone. W Kortowie wymyślono sportową ideę i dzięki ludziom (społecznikom) wcielono ją w życie. Coraz trudniej było obronić wywalczone pozycje, zdobywać tytuły, ale akademicy stawali na podium i cały czas liczyli się w elicie.

A dziś? Owszem gramy w najwyższej klasie – PLUS LIDZE, uważanej za jedną z najsilniejszych na Starym Kontynencie, ale jesteśmy w niej od lat tylko szarym tłem, bez większych perspektyw. Zmieniamy co roku skład i trwamy pod koniec pierwszej lub na początku drugiej dziesiątki, a szczytem marzeń jest awans do fazy play off. Padł zupełnie system, który przyniósł tyle sukcesów. Każdy działa na swój rachunek z mizernym zazwyczaj efektem. Ambicje zmalały do minimum. Juniorzy i kadeci nie jadą po medal MP, marzeniem jest prześlizgnięcie się do finału. Drugi zespół wlecze się w ogonie II ligi (trzeci szczebel rozgrywek), a imprezą główną dla tej ekipy stały się Akademickie Mistrzostwa Polski – turniej w skali siatkarskiego prestiżu w kraju niewiele znaczący. Przy takim nastawieniu trudno oczekiwać od tych zawodników postępów, nie mają więc większych szans gry w PLUS LIDZE. Ale tym się nikt nie przejmuje, bo AZS przyjął koncepcję budowania ekipy na sezon taką jak inni. Podpisujemy kontrakty z tymi, na których nas stać. Raz są trafione, innym razem nie, efekt co roku jest podobny.

Być może siatkarzom i kierownictwu klubu to odpowiada. Zawsze mogą usprawiedliwić wyniki stosunkowo niewielkim jak na standardy PLUS LIGI budżetem, choć przypuszczam, że żyje im się nieźle. Najważniejsze by co miesiąc wpływała na konto stosowna kwota, bo jak się skończy źródełko tu, to znajdzie się gdzieś indziej. Nie odmawiam zawodnikom sportowego charakteru, na pewno chcą grać jak najlepiej, bo to trampolina do lepszych zarobków, ale motywacją jest tylko pieniądz, a nie tak jak kiedyś więź ze swoim miastem, środowiskiem, kibicami. AZS płynie z głównym nurtem, który odpowiada organizatorom elitarnych rozgrywek, bo musi być jakieś tło i klubowi z Kortowa, bo trwanie bez większych ambicji to też sposób na niezłe życie.

Zazdroszczę więc młodszym kibicom, którzy już taki stan zastali i tym starszym, którzy się „przestawili” i nowy porządek zaakceptowali. Mnie trudno się oderwać od tamtych pięknych dni, kiedy AZS buchał ambicją, pomysłami, pazernością na zwycięstwa. Czy obecne czasy skazują klub z tak pięknymi tradycjami na przeciętność? Czy inna formuła sportu usprawiedliwia wyniki? Czy w AZS-ie znajdą się ludzie, którzy wywołają jakiś impuls, że coś zacznie się dziać? Nie wrócą tamte czasy, ale niech coś się dzieje, bo takie trwanie i rozczarowania są czasami nie do zniesienia.

!!!

Chcesz wesprzeć portal WAMA-SPORT?

Jeśli chcesz pomóc nam w prowadzeniu portalu, zachęcamy do wsparcia nas na Patronite! Już 3zł miesięcznie jest dla nas znaczącą kwotą!

To zajmie tylko chwilę! Transakcji możesz dokonać przez przelew bankowy, BLIK lub PayPal!

Olsztyn Siatkówka sport seniorski

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wspierają nas

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

0
Chcielibyśmy poznać Twoją opinię! Skomentuj artykuł!x
()
x